Posty

Nasz najlepszy towar eksportowy - szansa przed nami

Wchodząc do kaplicy przy polskim domu nieopodal Kolonii moźna zobaczyć potencjał, który niedstrzegalnie może zmienić i po mału zmienia świat. Centralne miejsce w prezbiterium zajmuje tam kopia obrazu Miłosierdzia Bożego. Obok relikiwe, będące świadectwem siły Bożego Miłosierdzia - św. Jan Paweł II i św. siostra Faustyna. Wokół mała, ale pełna gór historia powstania i wykupu tego miejsca przez Polonię niemiecką. Trzeba wiedzieć, że Polacy w Niemczech mają czasem pod górkę, ale historia tego domu mówi też o małych-wielkich bohaterach historii polsko-niemieckiej, którym polskie interesy wiele zawdzięczają, jak choćby Rudi, ze wzruszeniem wspominany przez kustosza Concordia Haus, który swoimi kontaktami uratował dom przed bankructwem. Rudi był ewangelikiem. Umarł dwa lata temu. Szukamy swojej siły eksportowej, potencjału, który wsławi Polskę i zarazem da nam wpływ na świat tak silny, że każdy się będzie z nami liczył. Jednocześnie każdy chce troszkę zarobić, więc liczymy na znalezieni...

Graffiti na konfesjonale

"Zbeszcześcili Kościół" - co jakiś czas można usłyszeć o wandalach, którzy myślą, że przez mazanie po ścianach cokolwiek zmienią. Socjalistyczny zwyczaj ogłaszania manifestów na ścianach jest popularny w świecie zachodnim i co jakiś czas daje o sobie znać w przestrzeni publicznej niszcząc elewacje mniej lub bardziej szlachetnych, historycznych konstrukcji. Wielu z nas ma pełne przekonanie, że film "Kler" nie wywoła wielkich zmian w poglądach ludzi. Z reguły ci, którzy nie chodzą do kościoła i z Kościołem nie chcą mieć za wiele wspólnego, w filmie znajdą potwierdzenie swoich uzasadnionych lub nieuzasadnionych opinii. Wierzący, choć nieco skrzywieni, wyjdą z kina z jednakowo ukierunkowaną wiarą, której zapewne na seansie nie zostawią w fotelu. Czy są zatem jakieś skutki oglądania dzieła Smarzowskiego? Są! Wspomniałem jakiś czas temu, że dla mnie największą ofiarą filmu jest sakrament pokuty. Spowiedź w filmie ukazana jest przez pryzmat księdza skacowanego...

Gdzie podział się "kościół łagiewnicki", czyli kilka refleksji o filmie "kler"

Czy ktoś dzisiaj pamięta rekolekcje obecnej opozycji w Krakowie? A błogosławieństwo metropolity krakowskiego dla ubiegającej się o wygrane wybory konserwatywno-centrowej Platformy Obywatelskiej? Kto pamięta, jak o elektorat katolicki zabiegał Donald Tusk, kiedy jeszcze kandydował na prezydenta RP. Kiedy już szanowny Czytelnik przypomniał sobie te chwile, prosiłbym aby rzucił okiem na komentarze twórców filmu dotyczące "wszelkich podobieństw". Twórcy nie ukrywają, którą kurię obserwowali. Największa radość z sukcesu jakim cieszy się wyjątkowo perfidny "Kler" (zdecydowanie przy niedzieli polecam rodzinnie pójść na ekler) pojawia się właśnie w tej grupie ludzi, którzy jeszcze do niedawna gotowi byli z charakterystycznie uniesionym nosem i powagą, krzywić się na "toruńską ciemnotę" i podkreślać walory (często zupełnie niezgłębionego Wojtyły, Tischnera). "Kler" poruszył widownię. Czym? Dobre pytanie! Zastanawiałem się nad tym z wieloma ludź...

Czytając Franciszka - wyłączanie ludzi

Obraz
Tak jak niektórzy chcieliby Chrystusa czysto duchowego, bez ciała i krzyża, tak też chcieliby utrzymywać relacje międzyludzkie za pośrednictwem zaawansowanego technologicznie sprzętu, ekranów i systemów, które mogą dowolnie włączyć lub wyłączyć Papież Franciszek Evangelii gaudium To zdanie trafia w sedno problemu, jakim jest koncentracja na sobie. Coraz częściej sami zamykamy przed sobą świat. Coraz częściej upraszczamy życie z ludźmi i potrzebę relacji do relacji wirtualnych, godząc się na taki ich charakter. Coraz częściej "wyłączamy problem" poprzez "wyłączenie człowieka". Ten, którego fizycznie nie ma, przestaje istnieć w ogóle. Pamiętam scenę z jakiegoś filmu, może to była kampania społeczna, może reklama, w której ludzie na swoje twarze, na których były prawdziwe emocje, przyklejali sobie emotikony, często niemające związku z tym, co naprawdę przeżywali. Coraz częściej nasi bliscy, sąsiedzi, ludzie, z którymi pracujemy, są sami ze swoim życiem i...

Czytając Franciszka - SAKRAMENTALIZACJA

Obraz
Kiedy do kościoła przestają przychodzić dzieci? Zwróćcie uwagę, kiedy w waszej parafii w ciągu roku znikają rodziny z Mszy św. z udziałem dzieci. Potem sprawdźcie, kiedy jest w Waszej parafii I Komunia święta. Prawdopodobnie jedno z drugim będzie miało wyraźny związek. Trzeba wziąć jakiś sakrament? Dla tego celu nie tylko dzieci jesteśmy w stanie regularnie przyprowadzać do kościoła. Bierzmowanie, ślub, chrzest - to niemal magiczne słowa, które sprawiają, że duszpasterstwo płonie. Nie, nie płonie. Ono wybucha. Wybucha i gaśnie. Zapala się na chwilę i... znowu ciemno. W Ewangelii Gaudium Ojca Świętego natrafiłem na ważną obserwację. Mianowicie Papież zauważa, że w Kościele często dochodzi do sakramentalizacji duszpasterstwa. Jest to negatywne zjawisko, polegające na tym, że nakręcamy podświadomy popyt na sakrament. Przestaje on wówczas być elementem życia duchowego. Zaczyna być potrzebą, którą miejscowa komórka duszpasterska (mam tu na myśli czysto instytucjonalne po...

Kobieta przy studni

Obraz
Daj mi tej wody! Zdarzyć się może, że jesteś pustynią. Co czyni z nas pustynię. Niezaspokojenie. Nienasycenie. Biblia mówi, że pragnienia są dobre, zachęca nas by pragnąć dobra. Są pragnienia, które zaspokoić może tylko Pan. Bywa, że jesteśmy pustynią. Co sprawia, że jesteś pustynią? „Chcę”. Nienasycone pragnienie. Chciwość. Jesteśmy chciwi przedmiotów, błyskotek, pieniędzy. Chcemy coraz szybciej i coraz więcej. Wczoraj mój przyjaciel, który ma duży sklep internetowy, wysyła w świat wiele produktów zaskoczył mnie, że klient jego sklepu, jeżeli nie dostanie towaru w ciągu 24 godzin, rezygnuje z transakcji. Chciwość to nieopanowane pragnienie posiadania. Nie tylko przedmiotów. Ludzi też. Chcę, żeby mnie lubiano, doceniano, chcę być pierwszy. Albo będziesz moim przyjacielem, będziesz zabiegał o mnie, o moje zainteresowanie, uwagę, albo Cię wymarzę ze swojej pamięci. Przestanę Cię widzieć. Chcę Cię posiadać, albo Cię wyrzucę – jak przedmiot. Już! Chciwość jako wad...

IV Niedziela zwykła

Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! (1 Kor 1,26) Mnie to zdanie powaliło na łopatki, kiedy przeczytałem Ewangelię. Tak samo jak kiedyś, kiedy wygrzebałem skądś stary katechizm, taki z pożółkłymi kartkami. I tam zaraz na początku były pytania, takie jak "po co Pan Bóg stworzył człowieka?" oraz "co jest celem człowieka na ziemi?" Umiecie na nie odpowiedzieć? Katechizm umie: "po to, aby się ZBAWIĆ"! Tak! To powołanie moje i każdego na tym świecie. Być zbawionym. Myślimy czasem, że pełny portfel, podróże, duża rodzina... spokojna starość. Tylko niestety, takie cele mają jeden problem. Grób. Żaden z naszych planów na życie nie przekroczy grobu. Tylko Bóg może nam dać wieczne szczęście, życie wieczne. Świętość + ja = bardzo śmieszne! Często rozkładasz ręce, kiedy to słyszysz. Ja mam być święty? To nie dla mnie. Nie ten wiek, nie to sumienie, nie te życiowe przekręty! ...